The tragedy of the commons
Edward Castronova: if there are no rules — or
no real way to enforce the rules that do exist
— virtual worlds and games will inevitably
suffer a tragedy of the commons […] regulation
is coming, like it or not, so we’ll all be better off
if we work to make sure it is good regulation.
Source: Benjamin Duranske, VirtuallyBlind.com
A gdyby tak stworzyć państwo w Second Life… Pomysł nie jest wcale taki nowy. Już sam twórca Second Life, Philip Rosedale, nie ukrywa, że jest to jego marzeniem. W dobie tzw. Web 2.0 internet stał się przestrzenią, w której tworzą się różnego rodzaju społeczności. Podobne zjawisko w nieco bardziej wyrafinowanej formie można zauważyć w światach wirtualnych, takich jak np. Second Life. Jedną z najprostszych form organizacji w Second Life są grupy, które mogą skupiać przykładowo osoby danej narodowości, fanów jakiegoś zespołu muzycznego czy też ludzi, których łączy wspólna profesja (tak naprawdę wspólnotę zjednoczoną pod dowolnie wybranym hasłem). Doświadczenia kilku lat funkcjonowania Second Life pokazują, iż niekiedy powstają bardziej sformalizowane społeczności, które swoją strukturą przypominają samorząd bądź nawet państwo. Jednak państwo (nawet wirtualne) winno posiadać oprócz ludności (awatarów) także terytorium i władzę. Warto odnotować pewne inicjatywy bliskie osiągnięcia tego celu. I wcale nie mam tutaj na myśli role play ani niczego w tym rodzaju.
Bardziej doświadczony użytkownik aplikacji Second Life na pewno odwiedził, a jeśli nie, to przynajmniej słyszał o Caledonie. Jest to tematyczny, steampunkowy, wiktoriański sim (land), a tak naprawdę niemal trzydzieści wysp. The Independent State of Caledon, bo tak brzmi pełna nazwa, posiada dobrze zorganizowaną społeczność, którą reprezentują jej przedstawiciele: ambasadorowie, stewardzi (zarządcy/administratorzy) i arystokracja. Jak na mikro, ale jednak państwo przystało Caledon posiada nawet swoją flagę. Podobnie jak The Independent State of Caledon, jednak w nieco mniejszej skali, funkcjonują bawarskie państwo-miasto Neufreistadt oraz Colonia Nova. Wspólnym szyldem, pod którym występują dwa ostatnie projekty jest Confederation of Democratic Simulators. To co łączy wszystkie wyżej wymienione inicjatywy, to zorganizowana w demokratyczny sposób struktura władzy, o czym świadczyć może spisana konstytucja, wybieralny rząd (egzekutywa) i parlament oraz funkcjonowanie partii politycznych.
Przetarcie szlaków na drodze tworzenia norm „prawnych” regulujących funkcjonowanie społeczności w Second Life zaowocowało powstaniem kolejnych podobnych inicjatyw. Jedną z najciekawszych i najbardziej kontrowersyjnych zarazem jest Kalifat Al-Andalus (który pragnie przyłączyć się do Confederation of Democratic Simulators). Projekt nawiązuje do średniowiecznego państwa muzułmańskiego istniejącego na Półwyspie Iberyjskim około tysiąca lat temu. Kraj ten słynął z akceptowania i tolerowania się nawzajem chrześcijan, muzułmanów i Żydów żyjących na tych samych terenach, co przyczyniało się do rozkwitu wyrafinowanej kultury. Dzięki istnieniu w Second Life, ten polityczno-religijny system władzy ma promować dialog międzykulturowy oraz różnorodność etniczno-wyznaniową. Wbrew obawom niektórych nie zostaną tam wprowadzone normy prawa szariatu, które umożliwiałyby dyskryminację kobiecych awatarów. Ciekawy reportaż o Al-Andalus, przeprowadzony in-world znaleźć można tutaj.
Za niewątpliwie najciekawszy i najbardziej rewolucyjny należy uznać jeszcze inny projekt. Wszystkie wyżej wymienione powstały w jakimś konkretnym celu „tematycznym”, który jednoczy społeczność, a sformalizowanie struktur władzy ma być tylko dopełnieniem. Pojawił się jednak projekt, który ma bardziej uniwersalne ambicje i nie ogranicza się jedynie do Second Life. Otóż od dłuższego czasu pewna grupa prawników pracuje nad The Metaverse Republic, która ma być systemem prawnym w Second Life. W największym skrócie projekt zakłada istnienie sądownictwa, wybieralnego parlamentu oraz spisanej konstytucji. Grupa działa na zasadzie non profit i rozważa powołanie do życia fundacji, która miałaby wspierać tworzenie „wirtualnej republiki”. Warto zaznaczyć, iż zdecydowaną większość stanowią w niej prawnicy brytyjscy, stąd też system będzie opierał się na common law. Idea jest taka, aby stosujące się do konstytucji oraz przyjętych przez parlament ustaw sądy rozstrzygały spory prawne pomiędzy członkami republiki. Najsurowszą karą przewidzianą w konstytucji będzie banicja (tzw. ban). Grupa informatyków pracuje nad stworzeniem bazy danych oraz odpowiednich skryptów umożliwiających praktyczne zastosowanie mechanizmu banowania. Należy zaznaczyć, iż system banowania ma być stosowany w ostateczności, gdyż generalnie celem The Metaverse Republic jest stworzenie efektywnie fukncjonującego systemu prawa cywilnego, a nie prawa karnego. Jak taka republika ma funkcjonować w praktyce? Otóż każdy właściciel landu (owner) będzie mógł na zasadzie dobrowolności przystąpić do „republiki”. Na takim landzie instalowany będzie, powiązany funkcjonalnie z bazą danych „republiki” obiekt. Taki owner uzyskuje prawo do występowania przed sądami oraz prawa wyborcze (czynne i bierne) w The Meteverse Republic.
Oczywiście pojawia się pytanie, po co to wszystko, skoro istnieją sądy w real life. Specyfika aplikacji Second Life dzięki istnieniu waluty, mikrogospodarki oraz dokonywania mikrotransakcji pomiędzy w dużej mierze anonimowymi awatarami powoduje, iż wewnętrzny system prawny może być bardziej efektywny (a przy założeniu sporu o międzynarodowym charakterze — na pewno tańszy). Pojawić może się również pytanie, dlaczego tak ważne jest skuteczne egzekwowanie zobowiązań w Second Life. Odpowiedź jest taka sama, jak w real life. Potrzebne jest to dla prawidłowego funkcjonowania każdej gospodarki. Dynamiczny rozwój transakcji dokonywanych w Second Life, których wartość w ciągu doby wynosi na chwile obecną prawie półtora miliona amerykańskich dolarów powoduje, iż zawierane są coraz bardziej skomplikowane umowy i dotyczą one coraz większych kwot. Chodzi więc tutaj nie tylko o umowy kupna-sprzedaży, ale również wyrafinowane formy kooperacji, jak na przykład spółki.
Należy zaznaczyć, iż tworzony „system prawny” (lekka przesada z tym system, ale niech już będzie) najprawdopodobniej nie będzie dostępny bez opłat. Przystąpienie do metawersowej republiki będzie opłacać się rezydentom prowadzącym działalność gospodarczą w Second Life. Nie tylko tym większym firmom oraz bankom, które wyrażają największe zainteresowanie pomysłem, ale również drobnym deweloperom. Jeśli wszystko się powiedzie, przystąpienie do „systemu” będzie opłacało się każdemu, kto tworzy w Second Life, posiada kawałek „ziemi” i prowadzi „biznes”. Jeżeli jego prawa zostaną naruszone (np. plagiat obiektu, niewykonanie zobowiązania) przez innego członka republiki, wtedy będzie mógł dochodzić ich przed sądem. Warto dodać, iż docelowo w sądach orzekać będą wykwalifikowani prawnicy specjalizujący się w prawie własności intelektualnej.
Oczywistym jest, iż ten ambitny czy też wręcz utopijny projekt musi jeszcze spełnić wiele warunków, aby stać się rzeczywiście egzekwowalnym systemem prawnym. Nie ma wątpliwości, iż najlepszą weryfikacją dla tego projektu będzie rynek. Jeśli metawersowa republika nie zyska popularności lub okaże się nieskuteczna, wtedy po prostu „upadnie”. Jeśli system będzie sprawny i skuteczny, wtedy zyskując popularność będzie się wzmacniał. Idealną sytuacją byłoby włączenie systemu do samej aplikacji Second Life. Jednak póki co Linden Lab nie wyraziło żadnego oficjalnego stanowiska. Co nie znaczy, że na spotkaniach grupy Metaverse Republic nie pojawia się Robin Linden.
Właśnie ta przedstawicielka firmy Linden Lab odpowiada za wprowadzanie do aplikacji Second Life systemu weryfikacji tożsamości. O tym, jakie kontrowersje wywołuje ten temat, można się przekonać oglądając reportaż Draxtora Despresa.
Nie jest tajemnicą, że potężne firmy zainteresowane pojawieniem się lub rozszerzeniem swojej działalności w Second Life naciskają na Linden Lab, aby wprowadzić pewne reguły porządkujące funkcjonowanie tego wirtualnego świata. To właśnie takim podmiotom najbardziej zależy na pewności obrotu prawnego w Second Life. Bez skutecznego funkcjonowania systemu identyfikacji można mieć uzasadnione wątpliwości co do pomyślnego zaimplementowania The Metaverse Republic. Przykładowo „banicja” nie może ograniczać się jedynie do danego awatara, ale powinna dotyczyć konkretnej osoby fizycznej i konkretnego komputera (identyfikacja numeru IP). Nie tylko z tych względów, The Metaverse Republic najprawdopodobniej zdecyduje sie na stworzenie własnego, niezależnego od Linden Lab systemu weryfikacji tożsamości. Nikt nie ma wątpliwości, że spełnienie tych technicznych warunków może wymagać czasu, ale w końcu „nie od razu Rzym zbudowano”.
Lincoln Beck

